Biznesowe negocjacje czy chodzenie po prośbie? cz. 4


W grudniu ukazał się w magazynie “Semestr” mój artykuł dotyczący tematu poszukiwania pracy. Postanowiłam opublikować go w kilku częściach na tym blogu.

Część pierwsza jest dostępna tutaj.
Część druga jest dostępna tutaj.
Część trzecia jest dostępna tutaj.

CZĘŚĆ 4

Kilka opcji i plan B

Kolejnym aspektem ważnym przy szukaniu pracy i ewentualnych negocjacjach jest nasza niezależność. Warto pokazać – i powinna to być prawda – że rozważamy przyjęcie posady w danym przedsiębiorstwie, dlatego że widzimy tam możliwość rozwoju, lepsze wynagrodzenie, ciekawsze warunki pracy, ale nie jest to dla nas jedyne możliwe miejsce pracy. Dlatego ideałem jest szukanie pracy jeszcze wtedy, gdy się jest zatrudnionym. Podświadomie wtedy sposobem naszej wypowiedzi oraz naszą mową ciała okazujemy, że nie jesteśmy zdesperowani. I wtedy właśnie pracodawca zaczyna intensywnie myśleć jakby nas przekonać do tego, że warto dla niego pracować. Oczywiście najczęściej się zdarza, że szukamy pracy, gdy jej nie mamy. Ale warto być aktywnym i brać udział w wielu rozmowach rekrutacyjnych w rozmaitych przedsiębiorstwach, gdyż jeśli odczujemy wyraźne zainteresowanie ze strony pracodawców wzrośnie nasza pewność siebie.

Za ile najmniej chciałaby Pani pracować?

Przypominam sobie jak szukałam pracy po raz pierwszy w życiu. Wysyłałam dziesiątki życiorysów, co doprowadziło do kilku rozmów kwalifikacyjnych. Dostałam pierwszą w życiu ofertę pracy w firmie średniej wielkości. Byłam niesamowicie szczęśliwa. W tym samym jednak czasie równolegle starałam się o pracę w wymarzonej amerykańskiej korporacji, gdzie dostałam zaproszenie na drugie z kolei spotkanie, na którym miała zostać podjęta decyzja o zatrudnieniu. Rozmowa odbywała się w środę, a ja byłam umówiona na następny poniedziałek, by podpisać umowę o pracę w pierwszym z wspomnianych przedsiębiorstw. W związku z tym w czasie rozmowy rekrutacyjnej w korporacji, grzecznie poprosiłam o podjęcie decyzji o moim zatrudnieniu do piątku, gdyż inaczej podejmę pracę gdzie indziej. Nie było to zamierzone, ale na pewno moja wypowiedź zadziałała na rekruterów motywująco i pokazała im, że jestem pracownikiem, o którego warto zawalczyć. Pracownicy korporacji próbowali się nawet dowiedzieć ile zaproponowano mi w konkurencyjnej firmie, by mogli przygotować dla mnie lepszą ofertę. Tak się złożyło, że następnego dnia miałam umówioną kolejną rozmowę w jeszcze jednej firmie. W zasadzie już nie bardzo chciało mi się tam pojawiać, ale że miało się to odbyć rano i miał rozmawiać ze mną prezes, nie chciałam się wycofywać i stawiłam się w banku. W czasie rozmowy kwalifikacyjnej zapytano się mnie ile chciałabym zarabiać. Odpowiedziałam na to sumą, którą wcześniej sama ze sobą ustaliłam, że będę przedstawiać jako moją propozycję. Na to dostałam pytanie: „A ile najmniej chciałaby Pani zarabiać?” No cóż, wiedziałam że żądałam dobrej pensji, więc potulnie zjechałam o kilkaset złotych w dół. A na tę odpowiedź dostałam kolejne zaskakujące pytanie. No ale tak najmniej, to ile by Pani chciała zarabiać? Poczułam się jak na targowisku… Negocjacje handlowe ok, ale targowanie się o zarobki w taki sposób? To chyba jakaś pomyłka… Wtedy byłam jeszcze niedoświadczona i potulnie odpowiedziałam jakąś propozycję wiedząc, że ten bank na pewno nie będzie moim pracodawcą. Tak, mogłam sobie pozwolić na taką myśl, dlatego że miałam w zanadrzu 2 oferty pracy i byłam pewna siebie. Ale co by było gdyby to był jedyny pracodawca skłonny mnie zatrudnić? Jak bardzo dałabym się upokorzyć?

Część piąta jest dostępna tutaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s