Co czy Kto nas uszczęśliwia?


2012_10_11 comment smallTen wpis jest zainspirowany komentarzem Beaty, zwracającej uwagę, na to, że większość emocji znajduje swoje źródło w drugim człowieku, bo przecież to Ktoś nas denerwuje, albo uszczęśliwia albo raduje, albo smuci. Więc jak można mówić że jesteśmy odpowiedzialni za własne uczucia? Wspomniałam o tym we wpisie o tym jak wpłynąć na własne reakcje.

To potrzeby wywołują  uczucia

2012_10_11 feelings smallOwszem, zgadzam się z tym, że rzeczywiście sama tak często myślę, ale właśnie książka “Porozumienie bez przemocy” uświadomiła mi że jest to trochę inaczej. Nasze uczucia są wywoływane przez potrzeby. Jeśli potrzeba zostaje spełniona często wiąże się to z pozytywnymi uczuciami, np. radości, spełnienia, ulgi. Jeśli nie zostaje spełniona, to może powodować frustrację, złość, zniechęcenie i inne emocje, które postrzegamy jako nieprzyjemne.

Czyjeś zachowanie może mieć wpływ na zaspokojenie potrzeb.

2012_10_11 zaspokojenie potrzeb smallA jak się ma do tego zachowanie jakiejś osoby? Zachowanie samo w sobie nie ma wpływu na nasze uczucia, tylko właśnie na potrzeby. Ciekawy przykład podaje Marshall B. Rosenberg w swojej książce. Wyobraź sobie, czekasz na znajomą, która ma przyjść do Ciebie o 20:00. Znajoma spóźnia się 20 minut. Jakie uczucia to w tobie wzbudzi? Otóż, jeśli się bardzo spieszysz bo o 20.30 musisz wyjść coś załatwić twoja potrzeba dobrego zarządzania czasem będzie niespełniona, i spóźniona koleżanka może wywołać w tobie uczucie frustracji. Jednakże jeśli akurat chcesz mieć chwilę dla siebie by pomyśleć w spokoju nad jakąś ważną rzeczą, spóźnienie koleżanki sprawi ci ulgę lub wyraźnie ucieszy. Wniosek twoje uczucia nie są spowodowane danym zachowaniem tylko potrzebami które są spełnione lub nie.

Irracjonalne potrzeby a zachowanie innych osób

2012_10_11 irracjonalne potrzeby smallOwszem, wiadomo, że będziemy lubić i cenić bardziej osoby, które spełniają nasze potrzeby od tych, które intencjonalnie sprawiają że nasze potrzeby nie są spełnione. Natomiast zawsze warto sobie uświadomić jaka potrzeba się kryła za naszymi uczuciami, bo czasem problemem może być nie czyjeś zachowanie, ale nasza irracjonalna potrzeba. Np. rodzic może wściekać się na dziecko i uważać że ono go denerwuje, tymczasem powodem jest niezaspokojona potrzeba by dziecko spełniało natychmiast wszystkie polecenia i to z uśmiechem. Taka potrzeba jest irracjonalna, a problem może być nie w dziecku ale właśnie w rodzicu.

Świadomość potrzeb

2012_10_11 świadomość potrzeb smallBędąc świadomym własnych potrzeb widzimy jakie uczucia się wzbudzają i możemy sprawić by nie wybuchły one zbyt gwałtownie. Gdy widzimy że się złościmy z jakiegoś powodu, możemy starać się unikać dodatkowych konfliktów lub poinformować otoczenie o tym że jesteśmy źli i możemy zareagować nieodpowiednio do sytuacji. Z drugiej strony jeśli ktoś zachowa się nie po naszej myśli możemy spojrzeć na to zachowanie bardziej obiektywnie wiedząc, że na zachowanie danej osoby mogły wpłynąć takie a nie inne czynniki, a nasze uczucia są wywołane potrzebą która tym zachowaniem została spełniona lub nie.

Nie wiem czy jasno to napisałam, ale chętnie dopowiem więcej w dalszej dyskusji.

9 thoughts on “Co czy Kto nas uszczęśliwia?

  1. Problem w tym jednak, że możliwe jest wygenerowanie w swojej świadomości takiej ilości potrzeb których nie da się w żaden sposób zaspokoić. Taka sytuacja może prowadzić do stanu permanentnego niezadowolenia. W skrajnym przypadku można wprowadzić siebie w stan chciwości, który po stanie pychy jest drugą w kolejności najpoważniejszą przeszkodą do wzrastania. Drzewo wzrasta i pięknieje w ciszy i spokoju, tylko wówczas gdy jego korzeń może czerpać z odpowiednio wilgotnej i żyznej gleby, a gałęzie i liście oświetlane są wystarczającą ilością promieniowania emitowanego przez Słońce. Dodatkowym czynnikiem jest również to czy drzewo wzrasta w umiarkowanych warunkach klimatycznych czy też wystawiane jest na porywiste wichry i burze. Człowiek natomiast, wzrasta w ciszy i bez emocjonalnych wstrząsów, gdy może bez problemów zaspokajać potrzeby podstawowe ( wyżywienie, ciepło ..itd.. ), co jest niezbędne ale nie jest wystarczające. Człowiekowi podobnie jak dla drzewa światło, potrzebne jest bycie w relacji miłości wzajemnej. To znaczy takiej, która nie jest tylko wymianą emocji lub uczuć, ale jest gotowością do życia dla siebie na wzajem i na dodatek z twarzami zwróconymi ku Słońcu. Tak więc zgadzam się z tym że zaspokajanie lub nie naszych potrzeb generuje odpowiednie stany emocjonalne. Jednak „pakiet” oczekiwanych przez nas potrzeb możemy kreować na różne sposoby. Tu jest moim zdaniem klucz do sprawy. W tym właśnie momencie pojawia się nasza odpowiedzialność za to czy zadajemy sobie wystarczająco dużo trudu, aby osiągnąć zdolność do rozpoznania potrzeb dobrze uzasadnionych. W szczególności tych które nie są potrzebami podstawowymi podtrzymującymi życie w przyzwoitych warunkach, ale potrzebami wyższego rzędu. To znaczy takimi które przyczyniają się do rozwoju Ducha i uzdalniają do uczestnictwa w Dziele Stwórcy. Obdarzeni zostaliśmy nie tylko sferą emocjonalną pozwalającą smakować we wzrastaniu lub szamotać się w wyniku niezaspokojonych potrzeb. Obdarzeni zostaliśmy także zdolnością do pozyskiwania wiedzy o sobie i otaczającym świecie, oraz zdolnością do rozumowania. Ta unikalna zdolność Człowieka pozwala ze zdobytej wiedzy korzystać. Wyciąganie właściwych wniosków o sobie i otaczającej rzeczywistości, to nie tylko sprawa inteligencji. Potrzebna jest jeszcze mądrość. Ta nie jest wrodzonym uzdolnieniem ale rezultatem świadomie podejmowanej formacji, prowadzącej do wrażliwości na potrzeby innych i kreowania „pakietu” dobrze uzasadnionych potrzeb własnych. Podobnie jak drzewo, Człowiek może wzrastać „na dziko”, lub w starannie pielęgnowanym ogrodzie. Końcowe owoce wzrastania w jednych i drugich okolicznościach będą zasadniczo różne tak dla drzewa jak i dla Człowieka.

    • Dziękuję bardzo za ten piękny komentarz. Zgadzam się, że dużym problemem może być sytuacja, gdy ktoś wygeneruje niezaspokajalne potrzeby. Rzeczywiście wtedy może wpaść w stan permanentnego niezadowolenia. Jednakże właśnie dlatego tak ważna jest świadomość potrzeb generujących uczucia. Bo jeśli jestem pernamentnie niezadowolona z szefa i sąsiadki, to mała szansa by coś się zmieniło jeśli te osoby się nie zmienią. A na to mam minimalny wpływ. Natomiast wiedząc, że źródłem mojego niezadowolenia jest jakaś niespełniona potrzeba, mam szansę się jej przyjrzeć i ocenić czy jest ona realistyczna i czy naprawdę tak bardzo mi do szczęścia jest potrzebna. Taka refleksja może stanowić źródło pracy nad sobą, bo może trzeba dojść do wniosku, że się chce za dużo i ograniczyć irracjonalne potrzeby.

      Zgadzam się z tym że nie tylko inteligencja pozwala wyciągać wnioski o sobie i otoczeniu. Piszesz, że potrzebna jest jeszcze mądrość. Ja dodałabym jeszcze wiedzę, (chyba że wiedzę uznajesz za część mądrości). Bo nawet najlepszy człowiek nie znając np. pewnych mechanizmów działających w świecie, np. psychologicznych długo może nie dojść do poznania siebie i innych bo nie wie o pewnych oczywistych zjawiskach. Albo dochodzi do wnioskow z dużym opóźnieniem. Dlatego właśnie uważam, że warto pogłębiać swoją wiedzę, ( np.na tematy psychologii lub duchowości, ale i inne) bo wtedy idzie się szybciej.

  2. Tak, tak – napisałaś bardzo jasno! Dzięki🙂
    Muszę przyznać, że rzeczywiście przemawia do mnie teoria o silnej roli potrzeb w kontekście uczuć. Jakoś na co dzień człowiek nie myśli o tym w ten sposób.
    Ale w takim razie skoro będziemy znać potrzebę drugiego człowieka, to jednak mamy wpływ na jego uczucia, bo jeśli tę potrzebę zaspokoimy, wywołamy u niego uczucia pozytywne, a jeśli nie – negatywne. Zasmucimy go czy zdenerwujemy. I tak samo w drugą stronę: ktoś, znając naszą potrzebę, ma wybór: zaspokoić ją lub nie.
    Przykład ze spóźnieniem jest świetny jeśli chodzi o potrzeby indywidualne, czy „sytuacyjne”, czyli o takie, których możemy nie być w stanie sami przewidzieć, jeśli ta druga osoba nas o nich nie poinformuje. Wspomniałaś na tym przykładzie o potrzebie – nazwijmy to – „sytuacyjnej”. To ja na tym samym samym przykładzie zaakcentuję też indywidualną: jednych może spóźnienie denerwować i mogą uważać, że to brak szacunku względem ich osoby, zatem będą z gruntu zdenerwowani faktem czekania na kogoś kolejne minuty; inni mogą akurat się ze spóźnienia innej osoby akurat się ucieszyć. Ja np., jako osoba robiąca wiele rzeczy na ostatnią chwilę, ZAWSZE cieszę się, kiedy goście, których zaprosiłam do siebie, akurat się spóźniają, bo to oznacza, że mam dodatkowy czas na doszlifowanie szczegółów, np. doprawienie sałatki🙂
    Przykład z dzieckiem niespełniającym oczekiwań rodziców to niezrozumienie potrzeb. Dziecko nie chce zdenerwować rodziców, ale ma akurat potrzebę postąpienia tak, a nie inaczej. Rodzice z kolei tej potrzeby nie rozumieją. Najgorsze, kiedy te potrzeby są sprzeczne. Wtedy jest konflikt.
    Są jednak pewne potrzeby uniwersalne, które odczuwa każdy. Każdy potrzebuje akceptacji, docenienia, usłyszenia czegoś miłego. I nie musimy człowieka wcale dobrze znać, żeby stwierdzić, że takie potrzeby ma on z całą pewnością. W naszych rękach jest więc to, czy je zaspokoimy, czyli w konsekwencji: jakie uczucia u niego wywołamy. Nadal więc myślę, że mamy wpływ na uczucia innych, tak jak inni na nasze. Oczywiście nie we wszystkich sferach życia i nie w każdej sytuacji, ale to już może temat na inny komentarz.
    To może na koniec taka opowiastka z salezjańskiego zbioru Bruno Ferrero:
    „Pewnego razu wielki, a niegrzeszący inteligencją samuraj przyszedł do niewysokiego, lecz słynącego z mądrości mnicha.
    – Mnichu – poprosił – naucz mnie, czym są piekło i raj!
    Mnich uniósł oczy, by spojrzeć na potężnego wojownika i odparł pogardliwie:
    – Mam nauczyć cię, czym są piekło i raj? Nie mógłbym cię niczego nauczyć. Jesteś brudny i cuchniesz, a twoja brzytwa już dawno zardzewiała. Stanowisz hańbę dla kasty samurajów. Zejdź mi z oczu, nie znoszę cię!
    Samuraja ogarnęła wściekłość. Zaczął trząść się ze złości, twarz mu poczerwieniała, nie mógł wykrztusić ani słowa. Wyciągnął miecz i uniósł go do góry chcąc zabić mnicha.
    – To jest piekło – szepnął mnich.
    Samuraj był zgnębiony. Ileż współczucia i oddania było w tym człowieku, który naraził własne życie, by nauczyć go, czym jest piekło. Powoli opuścił miecz. Poczuł wdzięczność i wielki spokój.
    – A to jest raj – wyszeptał mnich.”
    To teraz już ode mnie: czyż nie każdy na miejscu samuraja odczuwałby podobnie wobec słów mnicha? Czy bylibyśmy w stanie zapanować nad podobnymi uczuciami? Nad UCZUCIAMI. Nie mówię tu o reakcji. Bo nad reakcją owszem, tak. Ale o reakcjach zamieszczę osobny komentarz (nie wiem, czy jeszcze dzisiaj) pod Twoim wpisem na ten właśnie temat. Bo to też ciekawe zagadnienie.

    • Oczywiście że mamy wpływ na uczucia innych. Jak najbardziej! Tylko nie możemy brać za nie odpowiedzialności pełnej. W tym sensie, że np. tak jak piszesz domyślam się że ktoś potrzebuje akceptacji lub usłyszenia czegoś miłego. Właśnie to robię, a ktoś się obraził, albo w ogóle olał moje intencje, albo powiedział że jest wściekły. Ja zrobiłam co mogłam by spełnić jego potrzeby, ale nie jest moją winą, że nie zadziałało. Po prostu ten ktoś ma problem i już.

      Albo czasem robię coś neutralnego i wywołuję w kimś złą reakcję. To nie moja wina. Czy czułabyś się winna temu że ktoś się źle czuje i zazdrości bo dostałaś nagrodę? No nie. Bo ty nie zrobiłaś nic złego, a że ktoś ma z tym problem to już nie twoja odpowiedzialność. Jeśli tego kogoś lubisz możesz próbować go pocieszać itp, ale nie możesz czuć się odpowiedzialna za stworzenie w nim dobrego nastroju. I o to chodzi, by nie być zniewolonym emocjonalnie, ale żeby oczywiście szanować uczucia innych i starać się ich nie ranić.

      Stawiasz pytanie czy bylibyśmy w stanie zapanować nad uczuciami? Myślę, że tego nie da się zrobić. Wręcz nie powinno. Uczucia i emocje to sygnały, które mówią nam o tym, że coś jest w porządku albo nie; że nasza potrzeba została spełniona albo nie. Więc mają prawo zawsze i wszędzie się pojawiać. Nie mamy na to wpływu, bo uczucia to papierek lakmusowy naszej sytuacji. Natomiast jak najbardziej możemy panować nad naszymi reakcjami. Właśnie praca nad sobą polega na tym by uświadamiać sobie uczucia, dojść do ich korzeni a potem dać sobie refleksję na zastanowienie się jak zareagować, i to wszystko czasem w ciągu paru sekund🙂 albo na dłuższe przemyślenie po czasie reakcji.

      Uczucia to jak światła na skrzyżowaniu. Mówią czy jest dobrze czy źle. Oba czerwone i zielone światła są potrzebne. I można zakląć jak się pojawi czerwone światło, zahamować w ostatniej chwili, przejechać, zanim u tych z boku pojawi się zielone, lub spokojnie zahamować. Wybór należy do nas.

      • Jasne, że nie możemy brać odpowiedzialności pełnej za uczucia innych. Ja też twierdzę, że w pewnym stopniu jesteśmy za nie odpowiedzialni. I niebagatelną rolę odgrywają tu nasze szczere intencje, o czym też wspomniałaś. Jeśli chcę dla kogoś dobrze, chcę mu pomóc, ale moje wysiłki nie przynoszą rezultatu, gdyż np. ta osoba nie chce tej pomocy, to oczywiście, że nie mogę się winić. Zrobiłam to, co było w mojej mocy i gdzieś ten wpływ się kończy.
        Gdy z kolei robię coś neutralnego, moralnie obojętnego, a kogoś to, dajmy na to, złości, to pewnie, że nie mogę się za to winić. Właśnie jak w Twoim przykładzie z nagrodą (swoją drogą świetnie ucelowałaś z tym przykładem, taka sytuacja jest mi nieobca w mojej pracy).
        Podobnie nie mogę się winić wtedy, gdy potrzeby drugiej osoby są sprzeczne z moimi i wręcz zaspokojenie potrzeby tej drugiej osoby mnie samej by szkodziło, zakłócało moje potrzeby. Przykład czysto teoretyczny: rodzice mają ambicję, żeby syn czy córka kontynuował(a) tradycję rodzinną i zdawał(a) na medycynę, a on akurat czy ona idzie na dziennikarstwo, o którym marzy od dawna. Rodzice są rozczarowani, ale ów syn czy owa córka nie może się winić za to, co czują rodzice, bo oni nie mają prawa jej czy jego ograniczać. W takim przypadku poradzenie sobie z uczuciem rozczarowania to rzeczywiście problem owych rodziców.
        Przychodzi mi do głowy jeszcze jeden model sytuacji, kiedy nie możemy czuć się zupełnie odpowiedzialni za uczucia, które w kimś – pośrednio lub bezpośrednio – wywołaliśmy. To wszelkie takie okoliczności, kiedy nie znamy dobrze potrzeby drugiej osoby, a sami nie potrafimy tego wydedukować. I tu nasze dobre intencje na nic się nie zdadzą. Przykład: kogoś z naszych znajomych dotknęła tragedia, a my nie wiemy, jak się zachować; nie wiemy, czy ten ktoś chciałby się wygadać, wyrzucić z siebie wszystko, czy chce mieć święty spokój i nie ma ochoty na roztrząsanie tego tematu. Jeśli nie wkomponujemy się w jego oczekiwania, efekt może być dwojaki: 1) ów człowiek ma już dosyć po raz kolejny wałkowania tego tematu, chce raczej o nim zapomnieć, oderwać się, a my akurat – warto zaznaczyć, że ze szczerą intencją okazania zainteresowania i troski – pytamy go, jak sobie w danej sytuacji radzi i drążymy temat wywołując w nim zdenerwowanie, albo też 2) człowiek ten będzie oczekiwał od otoczenia przejawów zainteresowania, będzie miał ochotę na wygadanie się, a my, nie wiedząc o tych jego oczekiwaniach, podejmujemy wewnętrzną decyzję nieporuszania jednak tego tematu, żeby go dodatkowo nie ranić, nie męczyć, nie wprawiać w zakłopotanie, co z kolei w nim wywoła poczucie, że jesteśmy zobojętniali na jego problem. Dlatego to znanie potrzeb innych ludzi i zrozumienie, uszanowanie tych potrzeb jest rzeczywiście bardzo ważne, aby dobrze nam się z tymi osobami żyło i aby nie dochodziło do konfliktów.
        A zniewolenie emocjonalne ja rozumiem w ten sposób, że jest to pewien rodzaj uzależnienia. A uzależnienie, jak wiadomo, w żadnej postaci nie jest zdrowe. Jest to sytuacja, kiedy np. nie daję sobie przyzwolenia na zaspokojenie moich potrzeb, tak naprawdę moralnie obojętnych dla innych, ale jednocześnie takich, które są sprzeczne z ich potrzebami, bo wpędza mnie to w poczucie winy i wywołuje przekonanie o poczuciu odpowiedzialności za uczucia tych osób. Czyli np. idę wbrew sobie na medycynę, a nie na wymarzone dziennikarstwo czy filozofię, bo jak nie pójdę, rodzice się załamią, będzie to rozczarowanie ich życia i to ja będę za to odpowiedzialna (myślenie osoby zniewolonej emocjonalnie). Przykład nie jest z autopsji, jest czysto teoretyczny – to tak dla niewtajemniczonych🙂

    • Bardzo mi się podoba to spostrzeżenie, że mamy wpływ na uczucia innych zwłaszcza te związane z uniwersalnymi potrzebami człowieka takimi jak potrzeba akceptacji, zrozumienia, docenienia. Tak często jednak, ze względu na własną potrzebę docenienia, nie potrafimy drugiemu okazać tej akceptacji, afirmacji, czy zrozumienia.

      • Właśnie, bywa tak, że nasze własne potrzeby przysłaniają nam potrzeby innych ludzi. Wznosi się z nich wtedy taki mur, przez który trudniej dostrzec drugiego człowieka. Jeśli mur będzie zbyt wysoki, to w ogóle ten drugi człowiek zniknie nam z oczu. I chyba nikt nie jest od tego wolny. Mamy egoizm w naturze i wiadomo, że każdy w pierwszym rzędzie dba o własne potrzeby. Dopiero praca nad sobą i rozwój empatii może sprawić, że potrzeby innych staną się dla nas równie ważne. Wówczas będziemy mogli ten mur cegiełka po cegiełce rozbierać i droga do drugiego człowieka będzie łatwiejsza do pokonania.
        I taka właśnie mnie naszła teraz luźna refleksja, daleka wprawdzie od idealizmu, ale bliska życiu: czy nie jest tak, że tak naprawdę nigdy do końca go nie rozbierzemy? Nie jesteśmy przecież w stanie zrezygnować ze swoich potrzeb. Taka nasza konstrukcja🙂 Jednak myślę sobie, że możemy dbać, żeby był to nie aż mur, a jedynie niewielki murek, przez który, z większym czy mniejszym wysiłkiem, ale jednak przejdziemy, by znaleźć za nim drugiego człowieka.

  3. Tak właśnie napisałem najpierw wiedza a potem wnioski. Do właściwego wnioskowania potrzebna jest mądrość. Podaję cytat z mojego wcześniejszego komentarza aby wszystko było jesne :

    „Obdarzeni zostaliśmy także zdolnością do pozyskiwania wiedzy o sobie i otaczającym świecie, oraz zdolnością do rozumowania. Ta unikalna zdolność Człowieka pozwala ze zdobytej wiedzy korzystać.”
    Alex

  4. Tak – właśnie przeczytałam te piękne i mądre komentarze, i tak sobie myślę że właśnie na tym polega miłość do bliźniego. Zauważenie drugiego człowieka i jego potrzeb i spróbowanie ich spełnić. Gdy jest to bardzo nam bliska osoba, lub chcemy by była nam bliska🙂 wtedy możemy sobie wzajemnie wyjaśnić swoje potrzeby, jeśli by były , błędnie rozumiane . A gdy nie jesteśmy poranieni to i nasze emocje są bardziej wyciszone.( np. cokolwiek zrobi się lub powie osobie poranionej zawsze może ją to zdenerwować …..i wtedy trzeba wielkiej miłości by uwierzyła że jest kochana, akceptowana) Bo tylko Miłość może zaspokoić i uspokoić człowieka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s