Wredne paradygmaty


2012_09_30 run small mirrorParadygmat, który nie wiem jak “ugryźć” dotyczy aktywności fizycznej. Otóż nie jestem fanką sportu. W dzieciństwie spędzałam czas na czytaniu książek, a nie na podwórkowych zabawach. Z tego powodu nie miałam zbyt dobrej kondycji. W szkole obowiązywały jakieś wymyślone tabelki, które mówiły jakie osiągi powinno uzyskać dziecko w danym wieku. Bieg na 600 metrów biegłam w czasie, który pozwalał uzyskać ocenę dostateczną. A bieg na 60 metrów biegłam na niedostateczny. Ku mojej rozpaczy zawsze osiągałam wynik na ocenę dostateczną dla młodszego rocznika. Jako że urodziłam się za wcześnie o parę tygodni pod koniec listopada, zawsze mówiłam sobie, że gdyby mój poród się opóźnił to może byłabym rocznikowo młodsza i udawałoby mi się ten nieszczęsny bieg na 60 metrów zaliczyć. Szkolne tabelki z osiągami i moje kiepskie umiejętności kinestetyczne sprawiły że wysiłek fizyczny kojarzył mi się z czymś negatywnym.

2012_09_30 motivationSkutki tego obserwuję dzisiaj. Widzę, że wysiłek intelektualny daje mi nagrodę, a wysiłek fizyczny powoduje szybkie zniechęcenie. Nie widzę w sobie motywacji by zrobić większą ilość (albo jakąkolwiek liczbę) brzuszków. Dzięki temu że mam kartę multisport zaczęłam mieć motywację by w ogóle chodzić na sportowe zajęcia, ale bardzo chciałabym zmienić mój stosunek do nich.

Man Doing Sit-ups ca. 2002Obecnie nie wysilam się specjalnie. Żadnych ciężkich wysiłkowych wyczynów na siłowni, żadnej bieżni. Unikam TBC i ABT bo tam każą robić brzuszki. Zajęcia, na które chodzę to sexy dance i zumba. I zamiast cieszyć się, że mogę poskakać sobie w rytm wesołej, rytmicznej i skocznej muzyki, traktuję te zajęcia jak odrabianie pańszczyzny. Zamiast myśleć, że treningi są fajne przyjemne i dają radość, myślę, że są to najmniej nieprzyjemne zajęcia sportowe jakie mogłam znaleźć.

2012_09_30 zumbaW czasie zumby, co chwila patrzę na zegarek, kiedy się skończą zajęcia. Przy każdej piosence marzę by to był wolniejszy kawałek a nie szybszy. Ledwo nadążam z krokami, a czasami nawet nie potrafię ich naśladować. Dlatego wciąż patrzę na prowadzącego. Jest to o tyle dobre że nie patrzę na swoje odbicie w lustrze, bo wtedy wpadam w kompleksy, że ruszam się jak automat, a nie tańczę i moje ćwiczenia w stosunku do tego co jest prezentowane mają się jak pagórek do Tatr.

2012_09_30 sexy dance smallSexy dance jest fajny, ale głównie część w której uczymy się choreografii, pod warunkiem, że prowadzącego nie poniesie fantazja. Bo dwa tygodnie temu zrobił taką choreografię, że ostatnich taktów utworu w zasadzie nie byłam w stanie w miarę poprawnie wykonać. Ale i tak lubię uczyć się nowej choreografii, za to rozgrzewkę, która jest dość długa traktuję jak zło konieczne, a na dodatkowy darmowy stretching po zajęciach prawie zawsze jestem zbyt zmęczona.2012_09_30 question smaall

I co tu zrobić by zmienić ten paradygmat? By poczuć te endorfiny, które ponoć się wydzielają jak się człowiek zmęczy? Jak zacząć myśleć, że jest super potańczyć przy muzyce i jednocześnie ćwiczyć mięśnie brzucha, ud i inne? Jak polubić coś czego się nie lubi, a co się wydaje być fajne?

4 thoughts on “Wredne paradygmaty

  1. No, koleżanko – to witam w klubie „niefanek” sportu!!🙂 U mnie też książki wygrywały od zarania, a z wf-u miałam tróję. Największą moją zmorą była piłka w każdej postaci – ręczna, koszykówka, siatkówka! Koszmar! Biegi jakoś byłam w stanie przełknąć, zwłaszcza te na 60 m. Przy 600-tce miałam dosyć. Ale za to nie powiem – na podwórku ochoczo skakałam w gumę.
    Dziś, podobnie jak kiedyś, wysiłek fizyczny nie wyzwała u mnie hormonów szczęścia. Tzn. staram się coś robić, bo kondycja i sylwetka są dla mnie ważne. Zdrowie też. Natomiast przyjemność jest to wątpliwa.
    Wspomniałaś tu o ABT. Masakra! Byłam raz i nigdy więcej nie pójdę. Jakiś kosmiczny układ choreograficzny w ramach rozgrzewki przerastał moje możliwości synchroniczne. Dobrze, że poszłam na te zajęcia z koleżanką-sąsiadką, bo byłyśmy na mniej więcej podobnym poziomie nadążania za krokami, więc nieźle się ubawiłyśmy z naszego „free style”😉 Na nasze usprawiedliwienie powiem, że dołączyłyśmy do grupy później.
    Z aktywności fizycznej do tej pory najbardziej lubiłam jeszcze rower. Natomiast ostatnio znalazłam sport dla siebie! Choć niektórzy sportem by tego nie nazwali. Otóż kupiłam sobie kijki do nordic walking i sobie chodzę. I bardzo mi się podoba!🙂 Chodzę po 2,3 godziny, jak mam czas (oczywiście nie codziennie) i to jest to!! Zresztą chodzić lubiłam zawsze. Nie wiem tylko, co zrobię zimą: czy zawieszę całkowicie uprawianie sportu, czy zmobilizuję się na siłownię? Kiedyś już chodziłam i ja akurat siłownię uważam za „najmniej nieprzyjemne zajęcia sportowe, jakie mogłam znaleźć”🙂
    Zastanawiasz się , jak polubić to, czego nie lubisz. A czy koniecznie musisz to na siłę polubić? Może wystarczy polubić sam efekt tych zajęć, jaki widzisz u siebie, czyli np. szczuplejszą sylwetkę, lepszą kondycję, zadowolenie z poczucia dobrze spełnionego obowiązku w obszarze troski o ciało.
    Ja miałam kilka podejść, żeby polubić biegi. Ostatnie całkiem niedawno. No, znów nie udało się polubić. Dlatego pobiegałam „aż” dwa miesiące. Odkrycie pasji kijkowej zwolniło mnie z biegów na dobre.
    PS Podzielam niechęć do „brzuszków”. Ale czy komuś w ogóle może to sprawiać przyjemność?

  2. Hej właśnie się opisałam i mi wywaliło w momencie kliknięcia na opublikuj komentarz. trzeba coś wpisywać w pole witryna internetowa? Bo tylko wypełniłam miejsce na adres e-mail.
    Streszczając to co napisałam, warto spróbować 10 min dziennie ćwiczeń. może byc cos spokojnego, można z you toube coś znaleźć pod hasłem rozgrzewka, a potem pod hasłem tego co się chce ćwiczyć.Nie długo. Wtedy nie można się bronic brakiem czasu😉 Najbardziej mobilizuje do ćwiczeń tylko jak coś boli… a jak po ćwiczeniach przestaje boleć… (mam na myśli rehabilitacja itp.)
    Powodzenia – oby ćwiczyć zanim zacznie nas bolec kręgosłup od kompa🙂

  3. Choć odpoczynek wakacyjny najlepszy dla mnie, to leżenie z książką na trawie, w dzieciństwie uwielbiałam gimnastykę. Byłam mała152 (i nadal jestem ) to w skokach wzwyż doganiałam te najwyższe koleżanki. Gra w siatkę w czasie gimnastyki była dla mnie frajdą.! Ale z kolei nie lubiłam matematyki za to i nie polubię nigdy . Beata ma racje, polubić można efekt tych zajęć. Np: zdrowa ,sprężysta sylwetka,która zawsze odmładza ,lub dobrze obliczony budżet domowy, który nie wpędza w długi.🙂

  4. Stukanie brzuszkow, pompek, podciagan i rozgrzewki itp sa po prostu nudne – wiec z samej natury ich rzeczy – sa monotonne, wykonuje sie je na ograniczonej przestrzeni, najczesciej na jakiejs hali.

    Ruch na swiezym powietrzu sprawia znacznie wieksza satysfakcje – polecam gory, rower i bieganie!
    Mialem b. dlugo przekonanie (nie wiem skad prawde mowiac…) ze bieganie jest/musi byc strasznie nudne – tymczasem jak sie okazalo jest ono fascynujace! Rozmaite treninigi, stopniowe zwiekszanie dystansu, szybkosci, imprezy biegowe i pozytywni ludzie – to dopiero wciaga! I daje niesamowita satysfakcje.
    Do samego zebrania sie do biegania potrzeba czasem na prawde sporo samozaparcia, ale jak juz sie wyjdzie – wtedy juz z gorki. Bieganie ma jeszcze jedna super zalete – mozna jesc do woli, a i tak sie wszysko spali bez najmniejszego problemu🙂
    Zeby rozpoczac najlepiej wprowadzic rutyne – np. 4x na tydzien, i nie ma ze boli, czy sie nie chce. Po 5-6 tygodniach staje sie to automatyczne – trzeba i tyle.
    Po jakims czasie (u mnie to bylo 2 lata) staje sie nalogiem, np dzis rano juz nie moglem sie doczekac porannego treningu, wiec wstalem wczesniej i biegalem o 4am😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s